Wuj Tomka całe życie szukał pomysłu na życie i wielokrotnie zmieniał koncepcje. Nie był zbyt kreatywny i miał słomiany zapał.

Nie umiał jednoznacznie stwierdzić, co najchętniej chciałby w życiu robić, natomiast bez problemu przychodziło mu rzucanie zaczętych pomysłów, kiedy dochodził do wniosku, że nie ma ochoty ich dalej realizować. I szukał kolejnych. Przyglądał się temu, co ludzie robią, dopytywał o obowiązki i zarobki, a jak mu się pomysł spodobał, to natychmiast chciał robić to samo, bez zastanawiania się, czy rzeczywiście mu to odpowiada. Podobnie było w przypadku bratanka, nie mógł się nadziwić, że taki młody chłopak, a taki obrotny, założył i prowadzi sklep z częściami komputerowymi. Wuj miał taką niebezpieczną cechę, że ignorował niewygodne fakty i dorabiał sobie teorię tak, żeby mu pasowała do rzeczywistości. Doszedł do wniosku, że skoro tak ładnie sprzedaje się Tomkowi w internecie, to jeśli on założy sklep w dobrej lokalizacji w mieście, to też ładnie mu się będzie sprzedawało. Zaciągnął kredyt, wynajął pomieszczenie i nakupił sprzętu, który uważał, że będzie się dobrze sprzedawał. Czego tam nie było! Modemy, zasilacze, wtyczki, routery, nawet switch przemysłowy przeciwwybuchowy. Zanim otworzył sklep, poprosił bratanka, żeby zweryfikował zatowarowanie, być może doradził, co jeszcze powinien u siebie mieć. Przecież to nie branża spożywcza, elementy komputerowe się nie przeterminują. Tomek przyjechał i się przeraził.

Weryfikacja

Przede wszystkim był zaskoczony ilością i rozmachem. Nie mógł zrozumieć, dlaczego wuj wynajął tak wielkie pomieszczenie i dlaczego zamroził tyle gotówki kupując tyle sprzętu. Do tego sama forma była dla niego nie do przyjęcia. Według Tomka stacjonarny sklep to przeżytek, stacjonarna to może być knajpa, wszelkie sprzęty ludzie kupują w internecie. W sklepie wciąż ktoś musiał być w godzinach otwarcia. Lokalizacja była świetna, ale na pub. Nic tutaj się kupy nie trzymało, ale wuj nie widział problemu. Odgrażał się, że młodzi zadzierają nosa, że na internecie się świat nie kończy, że są jeszcze klienci, którzy lubią spotkać się osobiście ze sprzedawcą, porozmawiać z człowiekiem, który mu doradzi. Tomek nie zamierzał go przekonywać, wiedział, że rzeczywistość jak zwykle zweryfikuje poglądy wuja. I tak się stało. Niecałe pół roku później wuj zamykał sklep. Ale i tak był przekonany, że to dlatego, że wydrukował za mało ulotek. Kojarzył stary slogan reklamowy „reklama dźwignią handlu” i uważał, że to brak odpowiedniego nagłośnienia jest przyczyną jego porażki. Nie docierały do niego żadne racjonalne argumenty, a może docierały, ale nie chciał młodemu człowiekowi przyznawać racji, uniósł się dumą. Ledwie zamknął sklep, zaczął zastanawiać się nad nowym biznesem. Wciąż uważał, że branża IT jest najbardziej rozwojową ze wszystkich i kombinował, czy nie mógłby zostać serwisantem sieciowym. Nie znał się co prawda na tym, ale uważał, że człowiek może się wszystkiego nauczyć. Miałby własną działalność i sam decydowałby o własnym czasie. Zaczął to rozważać na poważnie i tworzyć nowy biznes plan.